{jcomments on} 

26.02.2020.

Dzień dobry. 
Jestem zainteresowana kursem medycyny chińskiej. W jakim miastach są 
organizowane? Mieszkam w Kołobrzegu. Z góry dziękuję za odpowiedz. 

Pozdrawiam, 
Monika

Hallo, szanowna Pani Moniko, wykaz naszych standaryzowanych kursów prowadzonych przeze mnie lub moich autoryzowanych absolwentów znajdzie Pani na mojej stronie internetowej, w miejscu absolwenci jak również wkrótce na stronie facebook (fanpage).

Z pozdrowieniami dr Błaszczyk

 


 

 

21.02.2020.

Dzień dobry, 
Chciałbym zacząć naukę medycyny chińskiej. Czy mógłbym prosić 
o wskazówkę od czego zacząć i w jakich kolejnych etapach powinna 
trwać nauka?

 


 

 

Najszybciej i najlepiej nauczysz się medycyny chińskiej na naszych kursach ProHerba, Edukacja Medycyny Chińskiej. Praktycznie zgłasza się Pan możliwie jak najszybciej na kurs Warszawa II w Sękocinie Starym (południe Warszawy) i dołącza Pan do tej grupy. Jednocześnie zgłasza się Pan na kurs z chińskiej diagnostyki z pulsu. Obecny kurs jest pełen, ale w maju będzie następny. 
I to wszystko. Nasze kursy mają za cel, kształcenie terapeutów, zielarzy chińskich. 
Serrdecznie zapraszamy, 
dr Błaszczyk i Elke Hahn-Błaszczyk

 

2019-04-08 22:50

 

Witam serdecznie,

Byłbym bardzo zainteresowany kursem akupunktury. Proszę o wiadomości
w tej sprawie.

Odpowiedź2 019-04-09:

"Kurs akupunktury jest w składzie regularnego kształcenia w z medycyny chińskiej na kursach Warszawa I i Warszawa II. Planowany jest kurs tylko z akupunktury w ilości 150 godzin, zawierający również akupunkturę czaszki Yamamoto i akupunkturę ucha. Początek -ewentualnie - jesień 2019"

dr T. Błaszczyk 

 

2019-04-06 21:40

Witam,
kiedy i gdzie będzie odbywał się kurs gua sha? Czy kurse te certyfikowane są przez MEN?
Pozdrawiam

 


 

"Nauczyciel pojawia się, gdy uczeń jest gotowy".

Tak kilka lat temu pojawił się DrTadeuszBlaszczyk ze swoim
najdłuższym i pełnym kursem Tradycyjnej Medycyny Chińskiej.
Człowiek, który wypełnił nas swoją pasją, praktyczną wiedzą i
ogromnym doświadczeniem.
Nauczyciel, który wskazywał nam kierunek, puszczając na głęboką
wodę. Mobilizował do samodzielnego, logicznego myślenia, wyzwalając
w nas odwagę i pokorę.
Ponad sześć lat, ponad tysiąc godzin nauki, niezliczone godziny
praktyki.
Ogromne podziękowania dla DrTadeuszBlaszczyk 

 


 

Wow, to jest wsparcie! Potężna dawka wsparcia z Australii!!! Dziękuję koledze. Będę się tego trzymał. BT

 


 

Dzień dobry Panie Doktorze,

pomysł, abyśmy mogli zaistnieć jako Autorzy mądrych, przydatnych i fajnych tekstów, i w dodatku napisanych pod Pana opieką merytoryczną, a w końcowym efekcie opublikowanych na stronie Pana Doktora , to strzał w dziesiątkę.
Propozycję tę uważamy za bardzo dobrą, bo rozwijającą, motywujacą i ukierunkowujacą na określoną specjalizację.

Serdecznie pozdrawiamy,
studentki: M. G.-S. i A. N.


Szanowny panie doktorze

bardzo dziękuję za pański głos krytyki, który poruszył bardzo ważny problem - poziom wiedzy medycznej, zachodniej, chińskiego terapeuty.
W Niemczech nie ma tego problemu ponieważ jest zawód Heilpraktiker. Nie-lekarz chcący zostać terapeutą uczy się podstaw medycyny zachodniej na paro-miesięcznym kursie. W pozostałych krajach poziom wiedzy z medycyny zachodniej nie jest szczególnie kontrolowany i sprawdzany.

Przed paroma tygodniami miałem wykład w Sochaczewie dla zielarzy mazowieckich o tematyce: "Dlaczego zielarz powinien znać medycynę chińską?". W parę godzin udało mi się przekonać kilkadziesiąt zielarzy młodszych i starszych, że poznanie chińskiej fizjologii, patofizjologii, chińskiej patologii Zang Fu oraz chińskiej diagnostyki, zezwala nawet młodemu zielarzowi postawić precyzyjną diagnozę chińskiego syndromu i skutecznie leczyć go odpowiednią mieszanką ziołową, której właściwości lecznicze są dopasowane do syndromu. Leczenie chorego ziołami bez dużej, wieloletniej wiedzy zielarskiej jest trudne. W takiej sytuacji rzeczywiście należałoby najpierw studiować medycynę aby móc leczyć ziołami. Czyli widzi pan, nie tylko ja uczę leczyć ziołami bez uprzedniego nauczania podstaw medycyny zachodniej.

To co teraz napiszę jest dla lekarza nieobeznanego z medycyną chińską trudne do zrozumienia.
Od razu chciałbym uciąć dyskusję na temat skuteczności medycyny chińskiej. Ta medycyna byłą już przed zachodnia ok 2000 lat. Połowa ludności świata leczona jest skutecznie metodami TMCh. Najcięższe schorzenia medycyny zachodniej nie mogę się obyć bez medycyny chińskiej. Większość współczesnych leków, szczególnie w onkologii opiera sie na wiedzy farmakognostycznej klasycznych ziół chińskich. Używając akupunktury w leczeniu częstych zespołów bólowych uzyskuje się na całym świecie świetne rezultaty a akupunkturzyści są w większości nie-lekarzami. Tak jest w Ameryce Płn.,w Australii, Francji i w większości krajów na świecie.

Medycyna chińska jest taką samą medycyną jak zachodnia. Nie jest ona żadną medycyną komplementarną lub alternatywną. Jest to medycyna która opiera się na innych zasadach niż medycyna zachodnia i jest w stanie leczyć wszystkie schorzenia nieostre całkowicie samodzielnie bez udziału medycyny zachodniej.
Medycyna chińska jest w stanie zaadaptować każdą wiedzę medyczną (o ile jest ona skuteczna) ale medycyna zachodnia nie jest w stanie, chociaż w ułamku, przejąć zasady medycyny chińskiej w zakres swojego leczenia. Oznacza to. Że najbardziej optymalnym kierunkiem rozwoju medycyny chińskiej jest chińska medycyna integracyjna. Na takiej medycynie opierają się moje kursy, które są całkowicie pionierskie. Stawiając diagnozę chińską, uzupełnioną diagnozą zachodnią posiadamy optymalną diagnozę do leczenia chorego tą metodą, która jest dla chorego najbardziej optymalna.
Naturalnie, medycyna chińska jest bardzo trudna do opanowania a 640 godzin edukacyjnych są absolutnym minimum! Absolwenci kursów w Poznaniu mają często po 800 godzin.

Naturalnie, lepiej jest kiedy medycynę chińską wykonuje lekarz zachodni, ponieważ możliwość przeoczenia trudnej do rozpoznania choroby zachodniej jest teoretycznie mniejsza, niż to jest w przypadku, kiedy chorego leczy chiński terapeuta. Po wielu latach edukacji nie jestem jednak całkiem przekonany do tego. Moimi najlepszymi uczniami są właśnie nie-lekarze.

Medycyna chińska jest bardzo indywidualna i skierowana dokładnie na określoną osobę, włącznie z jej psychiką i zaburzeniami emocjonalnymi. Wiele schorzeń są rozpoznawalne w stadium bardzo wczesnym tylko metodami medycyny chińskiej. Praktycznie nie występują żadne działania uboczne po spożyciu ziół, czy po zastosowaniu akupunktury. Na dodatek, w przypadku kiedy przyczyna choroby zachodnia nie jest znana, terapeuta chiński może już skutecznie leczyć chorobę i wyleczyć ją całkowicie. Wiele syndromów chińskich jest w ogóle nie tylko nieprzetłumaczalne na język medycyny zachodniej, ale nawet wytłumaczenie etiologii tych schorzeń lekarzowi medycyny zachodniej jest czasami niemożliwe.

Problem braku lekarzy i zwiększającego się wieku chorych.
Leki zachodnie są testowane dla ludzi w średnim wieku a obecny pacjent co raz częściej jest powyżej 70 roku życia. W tym wieku leki działają inaczej, są bardziej agresywne i trudno je dopasować do wieku i choroby pacjenta.
Nie chcę tutaj poruszać problemu schorzeń onkologicznych. Wkrótce ukarze się mój podręcznik do leczenia integracyjnego raka płuc - odnoszę wszystkich do przestudiowania tego unikalnego doniesienia lekarskiego.
Dobrze wykształcony terapeuta chiński jest w stanie nie tylko wesprzeć lekarza domowego w jego pracy codziennej ale może być również dobrym partnerem.

Takie rzeczy jak badanie ciśnienia, osłuchiwanie płuc i inne podstawowe elementy badania fizykalnego są najczęściej dobrze znane terapeutom chińskim ale rzeczywiście powinny być one bardziej intensywnie ćwiczone.
Dokumentacja lekarska jest dla lekarza zachodniego. Dobrze wykształcony terapeuta chiński daje sobie łatwo radę z tą dokumentacją. Również większość diagnoz zachodnich nie stanowi dużego problemu.

Jeżeli chodzi o badanie fizykalne, to obmacywanie, osłuchiwanie a szczególnie badanie brzucha są również znane w medycynie chińskiej. Terapeuta chiński nie używa aparatu sonograficznego i wszystko musi wyczuć własnymi palcami!
Jeżeli chodzi o badania laboratoryjne, to ja starszy doktor uczę się od moich pacjentów prawidłowych wartości laboratoryjnych i ich znaczenia. Wydaje mi się że w tym pacjenci już dawno nas prześcignęli.
Przecież taki tętniak aorty najłatwiej można wybadać palcami a nie sonografem. Najbardziej skuteczne jest badanie dopplerowskie ale żeby pacjenta skierować na to badanie, trzeba mieć najpierw podejrzenie. Tętniak aorty nie jest domeną leczenia medycyny chińskiej. Jest to schorzenie ostre wymagające intensywnej opieki chirurga naczyniowego. Nie wyobrażam sobie aby terapeuta chiński leczył nadciśnienie wiedząc, że chory cierpi na tętniaka aorty.

Większość chorych docierający do terapeuty chińskiego było już wcześniej leczone u jednego lub więcej lekarzy ogólnych oraz specjalistów. Moi studenci mają w programie diagnozowanie chińskie. Ta metoda połączona jest ściśle z badaniem zachodnim ale z tym wyjątkiem że badanie chińskie poprzedza badanie zachodnie. Badanie laboratoryjne lub techniczne wynika z badania chińskiego i zachodniego. Ta metoda jest bardzo oszczędna i przynosi duże oszczędności kasom chorych.

Naturalnie powstaje tutaj problem popełnienia błędu w postawieniu diagnozy i ordynacja nieprawidłowej receptury. Przed paroma laty prowadziłem kurs z integracyjnej medycyny chińskiej o tematyce rozpoznawania i leczenia miażdżycy. Tam było dużo medycyny zachodniej, biochemii i patofizjologii jak również angiologii. Atmosfera była napięta i do końca czuć było na sali pewne niezadowolenie. Pod koniec kursu jedna z lepszych moich słuchaczek powiedziała, że jest niezadowolona, ponieważ było za dużo medycyny zachodniej. Ale to był lekarka, która prowadzi hospicjum!

Problem posiadania podstawowej wiedzy z medycyny zachodniej przez terapeutów chńskich jest na pewno ważny i jeszcze w tym roku wprowadzę na kursach w Warszawie zajęcia z jej podstaw.
Poszerzając ilość godzin edukacyjnych nie można zapominać, że opłatę za kurs uiszcza student z własnej kieszeni. Żadna firma nie opłaca mu kursu, nie płaci za hotel i wyżywienie. To są bardzo duże koszty, które student często nie może zapłacić. Dlatego też obniżyłem w tym roku opłatę podstawową za kurs z 850 zł na 750 zł.
W Polsce.łWiększe problemy widzę na kursach prowadzonych przez innych organizatorów. Wprowadzenie standardów co do poziomu wykształcenia i zakresu wykładanego materiału jest praktycznie niemożliwe. Brak jest dobrze funkcjonującej organizacji w której można byłoby te problemy omawiać. Jeszcze trudniej jest ustalać pewne standardy kiedy wykładowcy są obcokrajowcami, nieznającymi języka polskiego a ich stałe miejsce pracy i zamieszkania jest poza Polską. Ich dotychczasowy dorobek na arenie edukacji jest nieznany. Bardzo często kursy te kończą się przedwcześnie z różnych powodów a kursanci pozostawienie są na lodzie.
To są nasze duże problemy, które zasadniczo utrudniają rozwój medycyny chińskiej w Polsce.

Szanowny panie Wiktorze,
A teraz opowiadanie na dobranoc.
Jak opuściłem WAM nie posiadałem żadnych środków finansowych do życia, oprócz akademika w Zabrzu. Musiałem pracować w spółdzielni studenckiej. Ostatnie 2 lata spędziłem na myciu okien w Bibliotece Śląskiej w Katowicach i w Bytomiu. Na zajęciach byłem "gościem”. Mimo to zdałem studia z dobrymi ocenami i zaraz po studiach rozpocząłem prowadzenie Wiejskiego Ośrodka Zdrowia w Racławiczkach na Śląsku Opolskim. Przez 7 lat leczyłem 5 tysięcy ludzi i prowadziłem porodówkę (naturalnie nie sam tylko z moimi wspaniałymi akuszerkami), w Niemczech prowadziłem oddział wewnętrzny a w RPA prowadziłem z 4 kolegami szpital misyjny. Czyli co?
Nie można za bardzo przesadzać ze studiami. Ich długość nie jest żadnym wymiernikiem poziomu wykształcenia.

No i ostatnia uwaga. Trochę mnie boli żeby o tym pisać.
Panie Wiktorze,
ja ma dosyć dobrą emeryturę z Niemiec. Właściwie nie muszę już pracować. Przyjmowanie chorych sprawia mi ogromną przyjemność. Następne wolne terminy w praktyce mam dopiero od początku kwietnia. Jeżeli nie mam kursów lub innych służbowych wyjazdów wówczas przyjmuje dziennie ok. 30 chorych. To są całkiem niezłe dochody.
Jak pan widzi ja nie robię bussines na kursach jak pan stara się mi to udowodnić. Jestem jedynym lekarzem w Polsce który opanował całkowicie medycynę chińską. Przeszło 20 lat pracowałem nad Materią Medica i innymi podręcznikami, żeby one były w Polsce dla chętnych poznania tej nauki medycznej. Dopiero teraz zaczynam je tłumaczyć na języki obce.
Jako autor wielu podstawowych podręczników z medycyny chińskiej czuję się być zobowiązany do przekazania tej wiedzy innym. i moim zadaniem jest przekazanie tej wiedzy innym. Przyszłość medycyny chińskiej nie wygląda różowo. Dla jej rozwoju musimy w Polsce rozpocząć uprawę podstawowych ziół. To tez jest na mojej głowie.
Zamiast uznania uzyskuję nieprzyjemną reprymendę, żebym zaprzestał robić bussines z kursami.
Jest bardzo przykro usłyszeć od młodego Polaka-lekarza, że jestem stary i nie powinienem się mieszać w życie w Polsce. Dla tego pana praca dla ludzi, dla kraju ma tylko wymiar pieniężny.
Dlaczego pan, panie Wiktorze nie cieszy się że będziemy mieli trochę terapeutów w Polsce a medycyna chińska u nas będzie najlepsza w Europie. Wie pan ilu jest terapeutów chińskich w Niemczech? Przeszło 40 000!
Przykro, przykro.
dr Tadeusz Błaszczyk

 

 


 Novum:

 

W trakcie trwania kursu każdy student (uczestnik kursu) otrzyma temat z medycyny chińskiej (zioła, akupunktura, dietetyka lub teoria), który zaprezentuje w formie pisemnej pracy dyplomowej o charakterze popularno-naukowym. Praca ta będzie umieszczona w całości do wglądu dla każdego na naszej stronie internetowej a jej tytuł podany zostanie na dyplomie końcowym. Objętość pracy: od 10 do 100 stron.
Cel: podniesienie poziomu naukowego kształcenia medycyny na naszych kursach, wyrównanie go z odpowiednimi kursami na Zachodzie i przyrównanie z podobnymi kursami podyplomowymi w Polsce. Jest to dalszy krok w celu ujednolicenia kształcenia medycyny chińskiej w Polsce.
Napisanie pracy dyplomowej nie jest przymusem ma jednak wpływ na ilość otrzymanych punktów na egzaminie końcowym.

 

Proszę o opinie: jakie tematyki powinny dominować w tych pracach? 

 


Odpowiedź na anonimowy głos krytyki na temat prac dyplomowych moich studentów. Czytelniczka naszej strony pisze, że zamiast pracy dyplomowej na moich kursach powinienem rozpocząć regularne wykłady na uniwersytecie jako kursy podyplomowe. Jest to bardzo ważny głos krytyki (!) który wymaga dokładniejszej odpowiedzi.

Szanowna pani,
od lat próbuje rozpocząć współpracę z uniwersytetem lub Wyzsza Szkołą. Tylko raz udało mi się to we Wroclawiu i skończyło sie na zerwaniu umowy i zakończeniu tej współpracy. Ale to było dawno. W międzyczasie prowadziłem pare sondaży które sprowadzały się do małowiążących obietnic.

W tych rozmowach wychodził na jaw pewien problem: na moich kursach nie lekarze, jak również słuchacze bez skończonych studiów stanowią większość. Brak matury jak również brak dyplomu uniwersyteckiego stanowi poważną zaporę w studiach podyplomowych. A właśnie te aspekty nie odgrywają w studiach medycyny chińskiej żadnej dużej roli. Nie-lekarze i nie-dyplomowcy jako absolwenci są bardzo dobrzy i mają dużą charyzmę. Odebranie tym kursantom możliwości uczenia się med. chińskiej byłoby bardzo niesprawiedliwe.

Rozwiązaniem tego problemu byłoby powstanie zawodu - dyplomowany terapeuta med. chińskiej - taki tytuł otrzymują moi studenci. Rozpocząłem już pewne rozmowy na wyższych szczeblach. Utrudnieniem jest tutaj całkowity brak wspólpracy innych organizatorów kursów med. chińskiej w Polsce. O tym problemie mówiłem również ale utworzenie katedry med. chińskiej, wzorowanej na niektórych Uniwersytetach europejskich, ponosiłoby wszystkie powyższe aspekty.. Przy takiej opcji - katedra med. chińskiej na polskim uniwersytecie -spowodowalaby upadek innych kursów, co oznacza zniszczenie materialne zaangażowanych kierowników kursów, dla których jest często organizowanie kursów jedynym dochodem, i bardzo negatywny krok w rozwoju med. chiń. w Polsce.

Moje lekarstwo na te problemy jest:
- zorganizowanie niezależnej organizacji związkowej terapeutów, wykładowców i organizatorów kursów,
- zorganizowanie zrzeszenia wspierającego rozwój med. chińskiej w Polsce.
- Ustalenie programu obowiazkowego na studia med. chińskiej i prowadzenie tego programu konsekwetnie do końca, do egzaminu. Idąc w tym kierunku rozpoczną się pod koniec tego roku pierwsze kursy typu franczezy, oparte na programach moich kursów. Organizatorami tych kursów będą moi absolwenci.
- możliwe wyrównywanie poziomu kursów med. chińskiej w oparciu o polskich wykłądowców. Wykładowca obcokrajowiec nie zna polskich realii, często używa nieprawidłowej nomenklatury, wbrew tej obowiązującej w POlsce. Dopuszczenie takiego wykładowcy do pracy w Polsce wymagałoby aprobacji związku polskiego med. chińskiej po uprzednim przedstawieniu dotychczasowego dorobku.
- uznanie zawodu "Dyplomowany terapeuta med. chiskiej". Ten tytuł może posiadać lekarz ale jego podstawą mają być nie-lekarze.

Prosze panstwa, ogromny problem. Zapraszam wszystkich do dyskusji. Piszcie, jak ma wyglądać kształcenie med. chińskiej w Polsce. Co dla was jest najważniejsze?
Z pozdrowieniami

dr Tadeusz Błaszczyk

 


 

Moja odpowiedz na niektóre głosy krytyki.


Anonimowy autor z Warszawy zarzuca mi, że w Warszawie są również lepsze kursy z akupunktury niż mój i prowadzone są przez lepszych profesorów chińskich. Idąc za wskazówką wszedłem na stronę internetową Centrum Sztuk Zdrowotnych. Okazało się, że autorce chodziło o wykłady akupunkturzystów z Holandii - pana dr. prof. Sun Peilin i innych akupunkturzystów chińskich. Kurs ten ma rozpocząć się w październiku tego roku i cenowo jest porównywalny z moim kursem. Kurs ten obejmuje wyłącznie nauczanie akupunktury. Dr Sun jest znanym mi autorem wartościowego podręcznika w j. angielskim i dobrym znawcą leczenia bólu. Prowadzi on już od paru lat wykłady w Polsce, w Krakowie i we Wrocławiu. Nie rozumiem tylko dlaczego autorka stawia mnie naprzeciwko terapeuty chińskiego, który pochodzi z innego środowiska i posiada inne doświadczenia. Autorka nie wie prawdopodobnie, że w medycynie chińskiej nie określa się specjalistów, jako lepszych czy też gorszych. Wg jakich kryteriów? Wg osiągnięć naukowych, czy też ilości napisanych publikacji? Jeżeli chodzi o wykłady, to bierze się pod uwagę najczęściej poziom naukowy wykładów i ich przyswajalność. Moje wykłady są po polsku a dr Sun wykłada po angielsku. Jego tekst musi być przetłumaczony na j. polski a jakość tego tłumaczenia zależy w dużym stopniu od wiedzy fachowej tłumacza. A z tym jest różnie. Jest powszechnie znany fakt, że wykład w j. ojczystym jest zawsze lepszy! 

Nie wiem, czy ta uwaga negatywnego obserwatora nie jest przypadkiem chwytem reklamowym w celu uzyskania potencjalnych kandydatów na kursy. Jeżeli tak to moje dalsze uwagi nie mają znaczenia. Uważam jednak, że autorka nie kierowała się tymi motywami. 

Cieszę się niezmiernie, że nie jestem sam w Warszawie! 
Warszawa to milionowa metropolia a dwa kursy z akupunktury - to naprawdę bardzo mało. 

Jako Polak byłbym bardziej zadowolony, gdyby ten kurs prowadził lekarz polski. My mamy również dobrych specjalistów i świetnych wykładowców z akupunktury. Jednym z takich wykładowców jest dr Bartosz Chmielnicki - wspaniały wykładowca, autor licznych publikacji i aktualnie wykładowca we Wrocławiu i w Katowicach. 
Oprócz niego w Polsce jest wielu wychowanków śp. prof. Garnuszewskiego, którzy byliby w stanie poprowadzić prosty kurs z akupunktury dla początkujących. Do takiego kursu nie potrzeba żadnych wielkich specjalistów. W Niemczech np. kursy takie prowadzą zwyczajni lekarze domowi, prowadzący na co dzień akupunkturę we własnych praktykach. jeszcze jeden argument przeciwko wykładowcom - obcokrajowcom: żaden chiński lekarz z Holandii nie zna polskich realiów i nie będzie się szczególnie angażować w celu kształcenia polskiego studenta. Sam wiem dobrze jak ciężko jest znaleźć cierpliwość i czas na przyswojenia studentowi techniki nakłucia i sposobów manipulacji. 

Nigdy nie miałem za cel "opanowanie" rynku kształceniowego w medycynie chińskiej w Polsce. Moim zadaniem było stworzenie podstaw pisemnych chińskiej wiedzy medycznej w języku polskim i przekazać ją pokoleniom (Chińska Matyeria Medica i inne). 
Moją 41 letnią wiedzę praktyczną nabytą w praktyce ogólnej oraz na licznych kursach w Europie Zachodniej, w Chinach i w Japonii przekazuję moim studentom na kursach. 

Dlatego cieszę się, że od października tego roku nie będę sam w Warszawie. Potrzebujemy coraz więcej terapeutów chińskich, ale dobrze wykształconych. Czym więcej studentów tym lepiej dla Polski. Praktyka okaże później który absolwent jest dobry a który nie posiada odpowiedniej wiedzy. 

Najlepszym motorem rozwoju jest silna konkurencja! 

Akupunktura jest tylko stosunkowo małą dziedziną medycyny chińskiej. Jej skuteczność jest największa w połączeniu z chińskim ziołolecznictwem. 
Moje kursy w Warszawie zawierają oprócz akupunktury również chińskie ziołolecznictwo, diagnostykę chińską i dietetykę - prawie w tej samej cenie co kursy dr Sun. 
Zasadnicza różnica moich kursów jest taka, że trwają one ok. 650 godzin i zawierają odpowiednio do wymagań międzynarodowych odpowiednie ilości zajęć z akupunktury, diagnostyki i dietetyki. Kursy moje zawierają również kursy hospitalizacyjne i wykłady integracyjne np. z onkologii. 

W zeszłym roku prowadziłem rozmowy z niemiecko-szwajcarskim Towarzystwem TMCh w Monachium w celu włączenia moich kursów do ogólna europejskiego programu wykształcenia w medycynie chińskiej. Zarząd towarzystwa był bardzo zadowolony z programu, ale zażądał ode mnie usunięcia z kursów nie-lekarzy. Nie mogłem tego zaakceptować. Nie-lekarze są moimi najlepszymi studentami. Oprócz tego akupunktura jest w Świecie domeną nie-lekarzy. Tylko w Niemczech istnieje inaczej. 

Nie mamy w Polsce uregulowanych przepisami zasad kształcenia w medycynie chińskiej. Dla nadania swoim kursom większego znaczenia poszczególni organizatorzy nadają im nazwy: akademie, centrum kształcenia a nie którzy nawet szkoły wyższe. Jest to zrozumiałe, ponieważ studenci żądają od organizatora gwarancji podjęcia zawodu chińskiego terapeuty. Jeden z wrocławskich organizatorów poszedł nawet tak daleko, że wprowadził indeksy i pozorne elementy szkoły wyższej. Tego rodzaju postępowanie uważam za nieprawidłowe. Terapeuta chiński pracuje z chorym człowiekiem, musi posiadać oprócz odpowiedniej praktycznej wiedzy również odpowiednie moralne zachowanie się. Oprócz tego wykładowca musi nosić pewną odpowiedzialność za czyny swojego terapeuty. W przypadku wykładowcy - obcokrajowca ta odpowiedzialność praktycznie nie istnieje a sam organizator nie może odpowiadać za czyny swoich klientów. 

Problem ten jest wyraźnie rozwiązany w ustawie o prawie wykonywania zawodu lekarza. W ostatnim punkcie tej ustawa ustawodawca podaje, że kształcić może również osoba będąca Polakiem (posiadająca prawo wykonywania zawodu na terenie Polski) posiadająca odpowiednią wiedzę, posiadająca tytuł naukowy i jest wyznaczona przez ministra do kształcenia w tej dziedzinie. Tytuł mam, wiedzę mam, specjalność mam. Nie mam tylko zezwolenia od ministra. 
Jestem dopiero 4 miesiące w Polsce. To się zmieni. Od wiosny następnego roku planuję rozpocząć rozmowy z ministrem szkolnictwa wyższego w sprawie założenia katedry med. chińskiej na jednym z polskich uniwersytetów. 
Jeżeli jakiekolwiek wykształcenie w medycynie chińskiej zostanie uznane państwowo to na pewno otrzymają go absolwenci moich kursów. Problem ten dyskutujemy na różnych kursach a ja powtarzam ciągle to samo: 
- musisz znać w praktyce medycynę chińską, 
- musisz znać diagnostykę chińska, 
- musisz znać praktyczne zastosowanie punktów w oparciu o diagnozę, 
- musisz znać fitoterapię, 
- musisz ciągle dokształcać się. 

Także stwierdzenie koleżanki, że te inne kursy z akupunktury są lepsze niż moje jest bardzo krzywdzące dla mnie. 

Koleżanka podaje jako wzorzec dyplomy z medycyny chińskiej na terenie Europy zachodniej. Nic bardziej błędnego! W Niemczech kursy z akupunktury prowadzą w poszczególnych landach lekarze domowi prowadzący leczenie akupunkturą we własnych praktykach. Nie chcę się tutaj za dużo wypowiadać na temat poziomu tych zajęć i wartości tych kursów. Jedno mogę jednak każdego zapewnić, że poziom wykształcenia na moich kursach jest znacznie wyższy. Poza tym nie wyobrażam sobie żeby jakiś lekarz chińskiej z Holandii byłby dopuszczony do prowadzenia wykształcenia z akupunktury nawet w j. niemieckim. 

Proszę jednak nie zapominać o polskich realiach i dziwnych upodobaniach Polaków. Organizacja przeciętnego kursu z medycyny chińskiej wymaga dużej wiedzy i pracy. Bardzo często dochody z kursów są jedynymi środkami życia dla organizatorów. Niektórzy organizatorzy jak dr M. Kalmus z Krakowa rozpoczął organizację kursów w Polsce a obecnie przeprowadził wspaniały kongres TMCh w Krakowie. 
Studenci są wybredni. Chcą wykłady u szczególnie znanych specjalistów z med. chińskiej. Możliwie u lekarzy chińskich (jakby ci byli lepsi od polskich!). No i kursy muszą być tanie i posiadać darmową kawę (kawa i ciastka stanowią często 1/4  kosztów organizatora). 
A potem przychodzą do mnie do praktyki w Podkowie Leśnej z recepturą, która nic nie pomogła a na dodatek jest jeszcze gorzej. Jaki wówczas negatywy muszę wysłuchiwać o wykładowcach. 

W następnych latach oczekujemy tsunami nowotworowego w Europie. Med. Zachodnia jest na granicy swojej wydajności. Zadaniem med. chińskiej jest wesprzeć medycynę zachodnią w leczeniu ludności. Do tego potrzebujemy dużo, bardzo dużo terapeutów (przynajmniej 1-2 w każdym powiecie), potrzebujemy własne zioła chińskie. To wszystko jest wykonalne, kiedy medycyna chińska będzie chińską medycyną integracyjną. 

Także państwo widzicie, że medycyna chińska to nie tylko akupunktura. Dlatego nawołuję wszystkich do rozpoczynania nauki akupunktury z akupunkturą czaszki dra Yamamoto. Ta technika badania jest prosta i bardzo skuteczna a dopiero po kursie z akupunktury czaszki rozpocząć dokładne studia w akupunkturze klasycznej. 
Taki kurs rozpocznie się teraz na jesień w Rzeszowie. 

Myślę, że po tym wyjaśnieniu moja sceptyczna słuchaczka będzie mogła lepiej oceniać wartość wykładów z med. chińskiej. 

Jeżeli chodzi o krytykę w stosunku do śp. prof. Garnuszewskiego, dalej uważam, że profesor posiadał niezwykłą możliwość stworzenia prawdziwej polskiej szkoły akupunktury. Nie zrobił tego, niestety. 

Jeżeli chodzi o uwagę o zatrzymaniu akcji serca w czasie akupunktury na siedząco to jest ona prawidłowa, ale komentarz do tego całkiem fałszywy i wyssany z palca. 

Telemedycyna jest już na porządku dziennym. Udzielanie porad przez telefon, e-mail czy też przez Skype jest całkowicie normalnym. Moje odpłatne porady wynikły z dużej ilości zamówień na tą usługę z całej Polski, Niemiec, UK, Irlandii i z USA. 


Dziękuję za przeczytanie tekstu 

dr Błaszczyk

 

 


 

 

"W latach 90-tych rozmawiałem z dr Woźniakiem w Łodzi na temat współpracy z Polskim Tow. Akupunkturz. Niestety dr Woźniak był bardzo przeciwny, aby nie-lekarze również brali udział w kursach. Dalsza współpraca została przerwana. Z wyj. paru krajów, akupunktura wykonywana jest przez nie-lekarzy."

"Jeżeli chodzi o fachową literaturę z Chin - to wyssałem ją z mlekiem matki. Przez lata pisząc prace doktorską z farmakognozji ziół chińskim musiałem wspierać się literaturą chińską. Jeżeli chodzi o ayurverda to studiowałem ją na Cejlonie i w Goa. Niestety zauważyłem, że nie można ją łączyć z TMCh"

"Panie kolego, "paplowanie" jest mój job. Na wykładach w Łodzi mówiłem o bardzo ciekawych rzeczach, nie tylko o pieniądzach, a te jakoś pan nie zauważył"

"Drodzy koledzy, znam ten ból kiedy Asystent ma aroganckiego szefa (ordynatora). Miałem ich w Niemczech ale również w Polsce. W Polsce odmówiłem ordynatorowi asysty przy cięciu cesarskim na żywca, (rok 1979,) tylko w znieczuleniu miejscowym. Odmówiłem asysty. Ordynator ZOZu odpowiedział, że ten pan ordynator ma bardzo dobre układy w komitecie woj. PZPR. Potem zaraz za 2 miesiące wyjechałem na Zachód. W Niemczech skrytykowałem ordynatora za usuwanie pęcherzyka żółciowego przez 8 godzin. Po tej uwadze musiałem opuścić oddział ale jeszcze dostałem moje zaliczenie 3-miesięcznej stażu na chirurgii do medycyny ogólnej. Także znam ten bół. Pracowałem czasami 72 godziny non stop. bez możności strajku. To wszystko pomogło mi tylko lepiej zobaczyć horyzont i odnaleźć wysepkę na horyzoncie".

"Pani koleżanko, nie ma co przesadzać ze szkołą. Ja sam siedziałem dwa lata pod rząd i byłem najgorszym uczniem. Same piątki nie są gwarantem bycia bardzo dobrym lekarzem."

"Proszę panią, wykształcenie w medycynie chińskiej 2 500 godzin dla zawodów nielekarskich i 1500 dla lekarzy - to jest moje marzenie"

"Nie znam się na szczepieniach, dlatego nie poruszam tego tematu. Mam ale własne zdanie."

"Nie jestem superspecjalistą, ani się nie staram, żeby mnie za takiego uważać. Jestem lekarzem który umie leczyć chorych ludzi. I to wszystko, nic więcej" BT.

 

 


 

{jcomments on}