Moja odpowiedz na niektóre głosy krytyki.


Anonimowy autor z Warszawy zarzuca mi, że w Warszawie są również lepsze kursy z akupunktury niż mój i prowadzone są przez lepszych profesorów chińskich. Idąc za wskazówką wszedłem na stronę internetową Centrum Sztuk Zdrowotnych. Okazało się, że autorce chodziło o wykłady akupunkturzystów z Holandii - pana dr. prof. Sun Peilin i innych akupunkturzystów chińskich. Kurs ten ma rozpocząć się w październiku tego roku i cenowo jest porównywalny z moim kursem. Kurs ten obejmuje wyłącznie nauczanie akupunktury. Dr Sun jest znanym mi autorem wartościowego podręcznika w j. angielskim i dobrym znawcą leczenia bólu. Prowadzi on już od paru lat wykłady w Polsce, w Krakowie i we Wrocławiu. Nie rozumiem tylko dlaczego autorka stawia mnie naprzeciwko terapeuty chińskiego, który pochodzi z innego środowiska i posiada inne doświadczenia. Autorka nie wie prawdopodobnie, że w medycynie chińskiej nie określa się specjalistów, jako lepszych czy też gorszych. Wg jakich kryteriów? Wg osiągnięć naukowych, czy też ilości napisanych publikacji? Jeżeli chodzi o wykłady, to bierze się pod uwagę najczęściej poziom naukowy wykładów i ich przyswajalność. Moje wykłady są po polsku a dr Sun wykłada po angielsku. Jego tekst musi być przetłumaczony na j. polski a jakość tego tłumaczenia zależy w dużym stopniu od wiedzy fachowej tłumacza. A z tym jest różnie. Jest powszechnie znany fakt, że wykład w j. ojczystym jest zawsze lepszy! 

Nie wiem, czy ta uwaga negatywnego obserwatora nie jest przypadkiem chwytem reklamowym w celu uzyskania potencjalnych kandydatów na kursy. Jeżeli tak to moje dalsze uwagi nie mają znaczenia. Uważam jednak, że autorka nie kierowała się tymi motywami. 

Cieszę się niezmiernie, że nie jestem sam w Warszawie! 
Warszawa to milionowa metropolia a dwa kursy z akupunktury - to naprawdę bardzo mało. 

Jako Polak byłbym bardziej zadowolony, gdyby ten kurs prowadził lekarz polski. My mamy również dobrych specjalistów i świetnych wykładowców z akupunktury. Jednym z takich wykładowców jest dr Bartosz Chmielnicki - wspaniały wykładowca, autor licznych publikacji i aktualnie wykładowca we Wrocławiu i w Katowicach. 
Oprócz niego w Polsce jest wielu wychowanków śp. prof. Garnuszewskiego, którzy byliby w stanie poprowadzić prosty kurs z akupunktury dla początkujących. Do takiego kursu nie potrzeba żadnych wielkich specjalistów. W Niemczech np. kursy takie prowadzą zwyczajni lekarze domowi, prowadzący na co dzień akupunkturę we własnych praktykach. jeszcze jeden argument przeciwko wykładowcom - obcokrajowcom: żaden chiński lekarz z Holandii nie zna polskich realiów i nie będzie się szczególnie angażować w celu kształcenia polskiego studenta. Sam wiem dobrze jak ciężko jest znaleźć cierpliwość i czas na przyswojenia studentowi techniki nakłucia i sposobów manipulacji. 

Nigdy nie miałem za cel "opanowanie" rynku kształceniowego w medycynie chińskiej w Polsce. Moim zadaniem było stworzenie podstaw pisemnych chińskiej wiedzy medycznej w języku polskim i przekazać ją pokoleniom (Chińska Matyeria Medica i inne). 
Moją 41 letnią wiedzę praktyczną nabytą w praktyce ogólnej oraz na licznych kursach w Europie Zachodniej, w Chinach i w Japonii przekazuję moim studentom na kursach. 

Dlatego cieszę się, że od października tego roku nie będę sam w Warszawie. Potrzebujemy coraz więcej terapeutów chińskich, ale dobrze wykształconych. Czym więcej studentów tym lepiej dla Polski. Praktyka okaże później który absolwent jest dobry a który nie posiada odpowiedniej wiedzy. 

Najlepszym motorem rozwoju jest silna konkurencja! 

Akupunktura jest tylko stosunkowo małą dziedziną medycyny chińskiej. Jej skuteczność jest największa w połączeniu z chińskim ziołolecznictwem. 
Moje kursy w Warszawie zawierają oprócz akupunktury również chińskie ziołolecznictwo, diagnostykę chińską i dietetykę - prawie w tej samej cenie co kursy dr Sun. 
Zasadnicza różnica moich kursów jest taka, że trwają one ok. 650 godzin i zawierają odpowiednio do wymagań międzynarodowych odpowiednie ilości zajęć z akupunktury, diagnostyki i dietetyki. Kursy moje zawierają również kursy hospitalizacyjne i wykłady integracyjne np. z onkologii. 

W zeszłym roku prowadziłem rozmowy z niemiecko-szwajcarskim Towarzystwem TMCh w Monachium w celu enia moich kursów do ogólna europejskiego programu wykształcenia w medycynie chińskiej. Zarząd towarzystwa był bardzo zadowolony z programu, ale zażądał ode mnie usunięcia z kursów nie-lekarzy. Nie mogłem tego zaakceptować. Nie-lekarze są moimi najlepszymi studentami. Oprócz tego akupunktura jest w Świecie domeną nie-lekarzy. Tylko w Niemczech istnieje inaczej. 

Nie mamy w Polsce uregulowanych przepisami zasad kształcenia w medycynie chińskiej. Dla nadania swoim kursom większego znaczenia poszczególni organizatorzy nadają im nazwy: akademie, centrum kształcenia a nie którzy nawet szkoły wyższe. Jest to zrozumiałe, ponieważ studenci żądają od organizatora gwarancji podjęcia zawodu chińskiego terapeuty. Jeden z wrocławskich organizatorów poszedł nawet tak daleko, że wprowadził indeksy i pozorne elementy szkoły wyższej. Tego rodzaju postępowanie uważam za nieprawidłowe. Terapeuta chiński pracuje z chorym człowiekiem, musi posiadać oprócz odpowiedniej praktycznej wiedzy również odpowiednie moralne zachowanie się. Oprócz tego wykładowca musi nosić pewną odpowiedzialność za czyny swojego terapeuty. W przypadku wykładowcy - obcokrajowca ta odpowiedzialność praktycznie nie istnieje a sam organizator nie może odpowiadać za czyny swoich klientów. 

Problem ten jest wyraźnie rozwiązany w ustawie o prawie wykonywania zawodu lekarza. W ostatnim punkcie tej ustawa ustawodawca podaje, że kształcić może również osoba będąca Polakiem (posiadająca prawo wykonywania zawodu na terenie Polski) posiadająca odpowiednią wiedzę, posiadająca tytuł naukowy i jest wyznaczona przez ministra do kształcenia w tej dziedzinie. Tytuł mam, wiedzę mam, specjalność mam. Nie mam tylko zezwolenia od ministra. 
Jestem dopiero 4 miesiące w Polsce. To się zmieni. Od wiosny następnego roku planuję rozpocząć rozmowy z ministrem szkolnictwa wyższego w sprawie założenia katedry med. chińskiej na jednym z polskich uniwersytetów. 
Jeżeli jakiekolwiek wykształcenie w medycynie chińskiej zostanie uznane państwowo to na pewno otrzymają go absolwenci moich kursów. Problem ten dyskutujemy na różnych kursach a ja powtarzam ciągle to samo: 
- musisz znać w praktyce medycynę chińską, 
- musisz znać diagnostykę chińska, 
- musisz znać praktyczne zastosowanie punktów w oparciu o diagnozę, 
- musisz znać fitoterapię, 
- musisz ciągle dokształcać się. 

Także stwierdzenie koleżanki, że te inne kursy z akupunktury są lepsze niż moje jest bardzo krzywdzące dla mnie. 

Koleżanka podaje jako wzorzec dyplomy z medycyny chińskiej na terenie Europy zachodniej. Nic bardziej błędnego! W Niemczech kursy z akupunktury prowadzą w poszczególnych landach lekarze domowi prowadzący leczenie akupunkturą we własnych praktykach. Nie chcę się tutaj za dużo wypowiadać na temat poziomu tych zajęć i wartości tych kursów. Jedno mogę jednak każdego zapewnić, że poziom wykształcenia na moich kursach jest znacznie wyższy. Poza tym nie wyobrażam sobie żeby jakiś lekarz chińskiej z Holandii byłby dopuszczony do prowadzenia wykształcenia z akupunktury nawet w j. niemieckim. 

Proszę jednak nie zapominać o polskich realiach i dziwnych upodobaniach Polaków. Organizacja przeciętnego kursu z medycyny chińskiej wymaga dużej wiedzy i pracy. Bardzo często dochody z kursów są jedynymi środkami życia dla organizatorów. Niektórzy organizatorzy jak dr M. Kalmus z Krakowa rozpoczął organizację kursów w Polsce a obecnie przeprowadził wspaniały kongres TMCh w Krakowie. 
Studenci są wybredni. Chcą wykłady u szczególnie znanych specjalistów z med. chińskiej. Możliwie u lekarzy chińskich (jakby ci byli lepsi od polskich!). No i kursy muszą być tanie i posiadać darmową kawę (kawa i ciastka stanowią często 1/4  kosztów organizatora). 
A potem przychodzą do mnie do praktyki w Podkowie Leśnej z recepturą, która nic nie pomogła a na dodatek jest jeszcze gorzej. Jaki wówczas negatywy muszę wysłuchiwać o wykładowcach. 

W następnych latach oczekujemy tsunami nowotworowego w Europie. Med. Zachodnia jest na granicy swojej wydajności. Zadaniem med. chińskiej jest wesprzeć medycynę zachodnią w leczeniu ludności. Do tego potrzebujemy dużo, bardzo dużo terapeutów (przynajmniej 1-2 w każdym powiecie), potrzebujemy własne zioła chińskie. To wszystko jest wykonalne, kiedy medycyna chińska będzie chińską medycyną integracyjną. 

Także państwo widzicie, że medycyna chińska to nie tylko akupunktura. Dlatego nawołuję wszystkich do rozpoczynania nauki akupunktury z akupunkturą czaszki dra Yamamoto. Ta technika badania jest prosta i bardzo skuteczna a dopiero po kursie z akupunktury czaszki rozpocząć dokładne studia w akupunkturze klasycznej. 
Taki kurs rozpocznie się teraz na jesień w Rzeszowie. 

Myślę, że po tym wyjaśnieniu moja sceptyczna słuchaczka będzie mogła lepiej oceniać wartość wykładów z med. chińskiej. 

Jeżeli chodzi o krytykę w stosunku do śp. prof. Garnuszewskiego, dalej uważam, że profesor posiadał niezwykłą możliwość stworzenia prawdziwej polskiej szkoły akupunktury. Nie zrobił tego, niestety. 

Jeżeli chodzi o uwagę o zatrzymaniu akcji serca w czasie akupunktury na siedząco to jest ona prawidłowa, ale komentarz do tego całkiem fałszywy i wyssany z palca. 

Telemedycyna jest już na porządku dziennym. Udzielanie porad przez telefon, e-mail czy też przez Skype jest całkowicie normalnym. Moje odpłatne porady wynikły z dużej ilości zamówień na tą usługę z całej Polski, Niemiec, UK, Irlandii i z USA. 


Dziękuję za przeczytanie tekstu 

dr Błaszczyk

 

 

 


 

Komentarze  

 
# Wiktoria

W Warszawie jest lepszy kurs organizowany przez profesorów medycyny chińskiej lecz wszystkie te kursy i tak w polsce są śmiesznie. Za granicą masz przynajmniej jakiś tytuł jak skończysz 3 latnią szkołę czyli licencjat i później magisterkę możesz zrobić, a tutaj nic.

http://centrumsztukzdrowotnych.pl/tradycyjna_chinska_medycyna/1710sp/
Cytować
 
 
# Anna

Pazerny lekarz, pochodzę z rodziny lekarskiej. Moja Mama, Babcia i cała rodzina zawsze byli lekarzami. Ten Pan przeszedł samego siebie żeby z nim porozmawiać telefonicznie trzeba zapłacić. Chciałam się skonsultować, ale nie będę z takimi ludźmi rozmawiać !!!
Cytować
 
 
# Wojciech

Doktor powiedział że jego mieszanka ziołowa mi pomoże, a nie pomogła. Jest lekarzem nie slownym, mógł powiedzieć prawdę.
Cytować
 
 
# Dorota

Witam, w grudniu skorzystałam z promocji zakupu książek. Miałam otrzymać email z info o zakupie do marca.Jest już prawie koniec kwietnia, a ja nie otrzymałam listu jak mam dokonać zakupu zamówionych ksiązek. Prosze o informacje... pozdrawiam Dorota
Cytować
 
 
# Janusz Kołodziejczyk

POZWALAM SOBIE ZAREKOMENDOWAĆ KURSY dr Tadeusza Błaszczyka. Jest on moim zdaniem (obok pana Kajdańskiego), najznamienitszy m znawcą Tradycyjnej Chińskiej Medycyny (TCM) w Polsce i jednym z niewielu "białych" ludzi na świecie posiadających wiedzę TCM wyłożoną przez nauczycieli w Chinach. Ten medyczny polski GURU zapewne oszalał, chcąc reemigrować. Wykorzystujcie więc to szaleństwo, dokąd mu nie przejdzie!!!
Cytować
 
 
# Sławomir

Wybitny człowiek !!
Cytować
 
 
# Bożena

AKUPUNKTURA CZASZKI DOKTORA YAMAMOTO
Witam,
Czy planuje Pan może ten kurs a jesli tak, to mniej więcej kiedy i gdzie?
Pozdrawiam serdecznie
Bożena Jabłońska
Cytować
 
 
# Sebastian

Czy Pana kursy są przez jakąś instytucje akredytowane, jakieś towarzystwo, iso ? Czy są ważne w unii europejskiej ?
Cytować
 
 
# Justyna Matlak

Szanowny Panie Doktorze,
Chcielibyśmy serdecznie podziękować za życzenia świąteczne, a korzystając z okazji wyrazić naszą wdzięczność za to, co do tej pory otrzymaliśmy od Pana.
Od dobrych kilku lat zgłębiamy tajniki medycyny tybetańskiej i zawsze nasze zainteresowania i pasja sięgały dalej.
Bardzo długo zastanawialiśmy się nad podjęciem nauki tradycyjnej medycyny chińskiej. Rozważaliśmy wiele razy uczestnictwo w kursach w Krakowie, ale za każdym razem jakaś siła nas odwodziła od tej decyzji.
Gdy trafiliśmy na informację o Pana kursie w Poznaniu, bardzo szybko podjęliśmy to wyzwanie. Naszą decyzję utwierdził I Cing, w którym pierwszym heksagramem był Cien – rozwój, a drugim K’un – biorczość.
Już od pierwszych zajęć bardzo mocno poszerzyła się nasza przestrzeń, co również przełożyło się na całe nasze dotychczasowe życie, zarówno zawodowe, jak i osobiste. Każde zajęcia, każdy Pana wykład, niesie za
sobą dużo ciekawych rozważań i analiz. Uczestnicząc w każdym Pana wykładzie, w naszych głowach pojawiają się dokładne analizy naszej codziennej pracy z pacjentami; czy dobrą diagnozę postawiliśmy, czy zalecenia były właściwe, co mogliśmy zrobić, a co zrobiliśmy, jak postępować z pacjentem. Bardzo często te rozważania są potwierdzeniem
naszego kierunku na ścieżce rozwoju.
Na jednym z wykładów powiedział Pan, że medycyna chińska to taki adventure. Zgadzamy się z Panem całkowicie. Dodalibyśmy jeszcze, że aby doświadczyć głębi tej przygody, trzeba się otworzyć na jej ekstremalne
doznania i z odwagą podążać tą drogą.
Od kilku lat słyszymy różne opinie o prowadzonych w Polsce naukach TMC, o nauczycielach. To co najbardziej nas przekonało do Pana jako nauczyciela, to wielki szacunek do człowieka, poparty ogromnym doświadczeniem a także bardzo praktyczne podejście do medycyny jako
całości. To podejście pozwala nam na wykorzystanie tej wiedzy w codziennej praktyce. Jak w naturze wszystko jest yin i yang, tak i tutaj zawsze znajdą się uczniowie zadowoleni oraz tacy dla których informacje będą niepełne i słowa niedopowiedzian e. Właśnie to najbardziej u Pana doceniamy. Zostawia nam Pan furtkę otwartą do przemyśleń i własnych doświadczeń.
W filozofii wschodu mówi się, że dobry nauczyciel – mistrz to taki, który daje wskazówki, a dobry uczeń wykorzystuje je do rozwoju poprzez własne doświadczenia i ciężką pracę. Dla nas jest Pan właśnie takim Mistrzem.
Tak jak w naszej ścieżce buddyjskiej najlepszym podziękowaniem dla mistrza jest praktyka, tak i Panu chcemy podziękować poprzez naszą pracę.
Dołożymy wszelkich starań, by studia u Pana zakończyć dyplomem. Mamy jednak nadzieję, że najlepszym podziękowaniem dla Pana będą „kartoteki” naszych pacjentów.
Pragniemy z głębi serca podziękować za dotychczasową wiedzę jaką nam Pan przekazał oraz za umocnienie naszej pasji do medycyny wschodu, jednocześnie wyrazić naszą chęć do dalszej pracy.
A na te nadchodzące Święta Bożego Narodzenia, życzymy Panu i Pańskiej Rodzinie dużo spokoju, refleksyjnych wrażeń, ciepła rodzinnego i dobrego Qi .
Pozdrawiamy
Justyna Matlak i Michał Siąkowski
Cytować
 
 
# Beata Sekula

Witam Panie Doktorze. Cieszę się bardzo w imieniu swoim i innych refleksologów twarzy, stóp i rąk, że wreszcie ruszyła Pana osobista strona internetowa z tak doskonalą ofertą. Kilkoro z nas zapisało sie na kurs metody Yamamoto w Krakowie w ubiegłym roku i bardzo żałowaliśmy, że się nie odbył. Dziękujemy Panu za książkę o nowej akupunkturze czaszki. My znamy ją od nieco innej strony, przetworzonej przez Lone Sorensen, gdzie stymulacja odbywa się za pomocą krawędzi wewnętrznej palca wskazującego. Zapewne nigdy nie spotkał się Pan z takim podejściem do tematu. Ja i inni refleksolodzy chętnie zaprosilibyśmy Pana do Warszawy. Jesteśmy zainteresowani całym kursem medycyny chińskiej i oferujemy lokum w stolicy, gdyby był Pan zainteresowany. Pozdrawiam serdecznie. Chętnie zapiszę się pod koniec marca na wizytę do Pana pod Poznaniem. Oczywiście z własnymi problemami zdrowotnymi.
Serdecznie pozdrawiam, Beata Sekuła
Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież